Mikołaj Wezdecki51:28
Może zacznę w ogóle trochę od kwestii struktury organizacyjnej, bo akurat w obuwiu to była firma w której głównie sprzedawaliśmy się z e-commerce. Było firmą gdzie mieliśmy i sprzedaż internetową i sprzedaż sklepów stacjonarnych. Wydaje mi się że w ogóle ten dobry omnichannel powinien dochodzić z tego że są wspólne cele, chociażby sprzedażowe. Dlatego że jak się definiuje cele osobno dla e-commerce i osobno dla sklepów stacjonarnych, to dochodzi do pewnego rodzaju konfliktu, konkurowania między sobą. I to nigdy, cokolwiek by się nie zrobiło, nie prowadzi do niczego dobrego — czy jeden czy drugi kanał zaczyna różnych metod wykorzystywać żeby przeciągnąć liny trochę na swoją stronę: albo różnicują ceny, albo robią promocje internetowe tylko, albo te które są w sklepie stacjonarnym dostępne, albo wyrywają sobie najlepsze produkty żeby mieć do nich dostępność. Więc cele wydaje mi się że są czymś co powinno łączyć ludzi. A wydaje mi się że zdefiniowane cele osobno dla e-commerce'ów i dla sklepów stacjonarnych powodują że te zespoły ze sobą zaczynają konkurować i nie łączą tylko po prostu dzielą te zespoły ze sobą. Chyba od tego należałoby wyjść. Dla mnie pierwszym punktem do odhaczenia w sensie dobrego omnichannelu są wspólne cele — od tego bym wyszedł. Potem jest kwestia jak zrobić strukturę organizacyjną. I zwykle na początku jest tak że jak e-commerce się rozwija w firmie albo dopiero w ogóle jest uruchamiany, to powstaje dedykowany zespół dla e-commerce. Tak dokładnie było w Euro, tak dokładnie było też w LPP jeszcze zanim nie przyszedłem — dedykowany zespół poświęcony wyłącznie kanałowi komercyjnemu po to żeby to rozwinąć. I to trochę bym porównał do inkubatora — jak się pojawia noworodek na świecie, to często jest zakładany do inkubatora po to żeby się tam spokojnie rozwinąć. Natomiast po jakimś czasie jakoś się go wyciąga. Teraz dużo firm przesypia ten moment kiedy należy z tego inkubatora ten e-commerce wyciągnąć, bo on się staje już na tyle dojrzały że można go spokojnie wtłoczyć w resztę firmy i uzyskać ten efekt synergii. W LPP akurat to się zadziało. W Euro jak ja odchodziłem, to my byśmy bardzo mocno pracowali nad tym żeby e-commerce nie był osobnym zespołem, osobnym pionem — żeby rzeczywiście to połączenie tych kanałów offline było jak najwyższe również na poziomie struktury organizacyjnej.
No i teraz wracając do LPP — my dzisiaj pracujemy tak że zespoły e-commerce'owe oczywiście są, bo tu znowu wracam do początku mojej wypowiedzi — jest pewna specjalizacja i tego się nie da zrobić tymi samymi osobami, bo chociażby perfumy z marketingu to jest inny rodzaj marketingu niż ten tradycyjny marketing. Natomiast te zespoły komercyjne bardzo blisko pracują z zespołami sprzedaży czy zespołami produktu. Nawet te zespoły bardzo często są połączone w jeden zespół, na przykład sprzedaży online. I w ramach tej struktury są osoby które zajmują się zarówno online jak i offlinem i one bardzo blisko współpracują ze sobą, bo też jak mają wspólne cele, chociażby sprzedażowe. Jakby z punktu widzenia klienta to co jest najistotniejsze to to żeby klient miał poczucie spójności oferty pomiędzy kanałami i podobne, albo najlepiej takie same doświadczenia. Mam na myśli żeby nie doprowadzić do sytuacji takiej że klient widzi markę Reserved i ma inne produkty, inne ceny, inny wygląd strony niż te które spotyka w sklepie stacjonarnym czy nawet na aplikacji mobilnej. I nad czym my w tej chwili pracujemy — pracujemy nad tym głównie żeby ta spójność była jak najwyższa, żeby to doświadczenie zakupowe było spójne, tożsame, żeby nie było różnic w żadnym elemencie zakupowym w którym klient spotyka. Że jeżeli klient wchodzi do świata Reserved czy do świata Sinsay, to żeby miał ten sam świat niezależnie od tego w którym kanale kupuje. Bo ufam że to powoduje że wtedy ten efekt synergii się pojawia i te dwa kanały, jak to często mówię, ze sobą połączone — czyli wynik równania nie jest minus jeden online plus offline równa się dwa, tylko jak się to dobrze synchronizuje, połączy, to wynik tego równania jest trzy. Bo jednak zawsze jest tak, gdziekolwiek nie pracowałem, że klient który kupował ten sam klient i w internecie i w sklepie stacjonarnym — to był dla firm najbardziej wartościowy klient. On miał największą częstotliwość zakupów, on miał najwyższe koszyki, on miał najniższe wskaźniki czerniu, czyli największą wskaźnik retencji. To jest klient który po prostu się najszybciej, najmocniej przywiązuje do marki.